środa, 14 lipca 2010


Tak. To nasze polskie Morze Bałtyckie. Jaka ta woda niebieska , niesamowite *dżołk* i to dość prowizoryczne molo w mieścinie zwanej Unieście. Tak, to tam ponoć śmierdzi rybami. Ja tam uważam, że  aż tak tego nie czuć, więc mi nie przeszkadza. W dodatku są tam cudne łódki , O :


W tym roku, nad morzem spędzę chyba więcej czasu niż przez całe życie. No, powiedzmy, że przez pół życia.  Rok temu, zaledwie kilka razy byłam nad morzem. Tamtejszą normę wyrobiłam chyba jeszcze w czerwcu tego lata. Jest wspaniale, gdy się jedzie w doborowym towarzystwie i kremem z filtrem. Dobrym filtrem ( +30 co najmniej i to nie znaczy, że dla kobiet po trzydziestce, jak niektórzy myślą ;p) .  W końcu trza się chronić przed tym słońcem, a i tak trochę złapie, choć większość czasu spędza się w wodzie.

W Kołobrzegu jest o wiele mniej glonów niż u nas.. To nie fair, ne? 


Raczej ze mnie żaden ranny ptaszek. Chyba, że mamy na myśli porę zapadania w głęboki sen... xD Wszystko dlatego, iż Noc jest cudna. Bezchmurna, gwieździsta, chłodna. Spowity mrokiem park, który dojrzeć mogę z własnego okna, dodatkowo potęguje moją fascynację. Wystarczy zapomnieć o tych betonowych murach i mamy Paradise. Mały, bo mały, ale jest. 

I nie jestem tam smutna, tylko zamyślona.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz